Autobus odchodzi rano

Autobus odchodzi rano

Autobus odchodzi rano o godzinie szóstej trzydzieści. Nie za wcześnie jak na drugą połowę września. W sam raz. Na ulicach Lublina jeszcze dość pusto. Niebo koloru perłowego wróży pogodę. Niedługo słońce oczyści ziemię z mgieł. Dzień zapowiada się ciepły i słoneczny, tylko barwa liści i powietrze chłodne i czyste jak źródlana woda — przypominają o porze roku.

autobus odchodzi ranoW autobusie niewielu ludzi. Dokoła też pustawo. Nikt się nie spieszy, nikt nikogo nie odprowadza i nie żegna. Dzień powszedni — jesień, a trasa przed nami raczej turystyczna. Nie ma więc na tym wozie pakunków i walizek, ani tak charakterystycznych w sezonie wózków dziecięcych na dachu, które trzeba dobrze zabezpieczać, bo za Wąwol­nicą skraj wiaduktu kolejki wąskotorowej jest niewielki, a więc łatwo o wypadek.

Wyjeżdżamy z miasta najładniejszą drogą, Alejami Racławickimi, obok parku i nowych dzielnic. Skręcamy na szosę nałęczowską i zaraz wyłania się znajomy pejzaż. Pola pachną przywiędłą nacią kartoflaną i dymem ognisk, na których pali się perz. Na niektórych drzewach przy zagro­dach wiszą jeszcze tu i ówdzie czerwone kule jabłek i rzadkie śliwy. Wóz toczy się prędko; kurzu nie ma.

W rzeczywistości każda teraźniejszość jest zawsze przeszłością jakiejś przyszłości i zarazem czasem przyszłym jakiejś przeszłości.

Dawniej tą stroną się nie jeździło — nie było szosy, tylko tak zwana, piaszczysta i wyboista, polska droga. Aby się dobić do Kazimierza, trzeba było koleją dojechać do Puław, a stamtąd już końmi lub piechotą. I teraz jeszcze jeżdżą w ten sposób, wprawdzie dalej już nie końmi, lecz autobusem, który czeka na podróżnych w Puławach. Ten, kto obrał taką trasę, będzie jeszcze raz podziwiać wspaniałą aleję kilkusetletnich topól nadwiślańskich. Drzewa te stoją w obliczu zagłady. Nielitościwy czas drąży je bez przerwy swym niszczycielskim dłutem, próchnieją odwieczne pnie i konary. Jeszcze bardziej od czasu gdy bezlitośni ludzie patrzą łapczywie na wznoszące się kikuty i chcieliby jak najprędzej je usunąć, by droga stała się pusta i bezpieczna. Na szczęście nieliczni maniacy bronią tego wspaniałego rezerwatu.