Admirałowa

Admirałowa

Aż raz wydarzyła się rzecz niesłychana. Admirał, powodowany jakimś nie znanym nam impulsem, poddał się operacji kosmetycznej i usunął ze swej twarzy reprezentacyjną narośl. Czyn ten pogrążył go w oczach wszystkiej wielbicieli. Automatycznie też został zdegradowany.

Szczególnym zbiegiem okoliczności w tym samym mniej więcej czasie spółka przewozowa się rozpadła. Nastąpiły poważne zmiany. Pokazały się nowoczesne środki przewozu: hałaśliwe i cuchnące spalinami motorówki. Jak wszędzie, tak i nad Wisłę wtargnęło nowe życie.

Nie przeżył tego zdegradowany admirał. Pewnego dnia wspinając się do siebie na górę, zmarł nagle na serce. Nie bez wpływu na tę śmierć była serdeczna zażyłość z Johnem Barleycornem.

Dziwnie tragicznie ułożyły się losy jego żony. Po śmierć męża zaczęła się uskarżać, że ją nawiedzają duchy i zmory które po nocach nie dają spać i napawają potwornyn lękiem. Te niesamowite zjawy miały całkiem realistyczni podłoże. Nieodpowiedzialna i w swych pomysłach niewybredna młodzież sąsiednich domów, wiedząc o jej wrażliwości, straszyła po nocach samotną kobietę. Gdy te dokuczliwe psoty zaczęły przybierać na sile, admirałowa, by skończyć z samotnością, przyjęła na mieszkanie życzliwego sąsiada. Był to człowiek bardzo stary i ułomny. Sam potrzebował opieki, więc chętnie się zgodził na to wspólne bytowanie.

Wtedy dopiero doszła do głosu inna grupa starszych już sąsiadów. Miejscowa kołtuneria osądziła ją jako rozpustnicę i rozpoczęło się szykanowanie innego rodzaju, które w końcu tę biedną i w dodatku poważnie chorą kobietędoprowadziło do grobu. Nawet przed skonaniem nie chciano do niej dopuścić księdza, a później robiono różne trudności przy pogrzebie.

Takie to były dzieje tych ludzi. A swoją drogą niepotrzebnie admirał usunął z twarzy brodawkę. Od tego się wszystko złe zaczęło. I jak tu nie być przesądnym.

Czasy, gdy Wisłą płynęły tratwy i galary, wypełnić żytem, pszenicą i owocami, zdążając w dół rzeki ku nadmorskim portom, konwojowane przez malowniczych flisaków — należą już do niepowrotnej przeszłości. Spławu drzewa też już dawno zaniechano. Obecnie od czasu do czasu przesuwają się duże barki, pilotowane przez niewiel­kie holowniki, wypełnione po brzegi kamieniem. Taki to teraz towar dźwiga Wisła na swych falach. Wprawdzie na tym kamieniu — wapniaku opierało się przeważnie całe budownictwo Kazimierza i z tego surowca powstał nawet zamek i bardzo wiele znacznych budowli. Toteż teraz nadmiar kamienia sprzedaje się i wywozi.